środa, 19 grudnia 2018

Monika Lidke

- To, że Marek Niedźwiecki docenił moją twórczość, dało mi większą wiarę w siebie - mówi Monika Lidke

Tagi: zwierzenia przy muzyce kultura wywiad

wtorek, 20 maja 2014, aktualizowano: poniedziałek, 19 maja 2014

Narobiła Pani pozytywnego szumu swoim ostatnim albumem. Niektórzy zastanawiają się, skąd się Pani wzięła. Pochodzi Pani z Dolnego Śląska, choć mieszka od lat za granicą...

Teraz mieszkam w Londynie, przez kilka lat mieszkałam też w Paryżu. Ostatnio jestem częstym gościem w Polsce. Urodziłam się w Malczycach nad Odrą, kiedy miałam cztery latka z rodzicami przenieśliśmy się do Lubina i tam mieszkałam wiele lat. Później, po maturze, przeniosłam się do Paryża.


A co takiego zaważyło, że wybrała Pani Paryż?
Jako nastolatka miałam talent do języków. Na festiwalach gitarowych pracowałam jako tłumaczka francuskiego i angielskiego. Pomyślałam więc, że wyjadę do Francji, nauczę się języka i wrócę z zawodem tłumacza. Po dwóch latach pobytu w Paryżu tak wciągnęła mnie muzyka, że tłumaczem nie zostałam.

Wciągnęła Panią Wyższa Szkoła Spektaklu w Paryżu?
To była niesamowita przygoda. Szkoła z tradycjami, studiowaliśmy tam teatr, taniec i śpiew. Uczyliśmy się metodami Stanisławskiego, czytaliśmy o Kantorze, co dało mi bardzo duże obycie sceniczne. To mi się dziś bardzo przydaje. Zajęcia odbywały się w języku francuskim - to była dla mnie dodatkowa trudność.

Tłumaczyła Pani na festiwalach gitarowych, a czy chciała Pani zostać gitarzystką?
Jako nastolatka uczyłam się grać na gitarze klasycznej. Miałam wspaniałego nauczyciela - Cezarego Strokosza. On mnie poprosił o tłumaczenie podczas spotkań z zagranicznymi gośćmi. Świat artystyczny mnie wtedy bardzo wciągnął, ćwiczyłam po kilka godzin dziennie. Dziś, kiedy komponuję, posługuję się gitarą.

Marek Niedźwiecki napisał o Pani muzyce - piękna, delikatna, uzależniająca. A o Pani - Zosia Samosia.
Muszę spytać Marka, o co chodzi. Pewnie o to, że jestem też producentem albumu. Staram się wszystko kontrolować, ale inaczej się nie da. Zresztą tę część procesu bardzo lubię - lubię znajdować muzyków, wyobrażać, jak to zabrzmi, to, co jest w mojej głowie, to jest bardzo fascynujące.

Z Markiem Niedźwieckim spotkała się Pani już przy pierwszej płycie...
Moją pierwszą płytę wydałam samodzielnie i Marek od razu chciał jedną z piosenek umieścić na swojej składance. To był taki kopniak do przodu. To, że Marek docenił moją twórczość, dało mi większą wiarę w siebie. Wcześniej nie byłam za bardzo pewna, robiąc wszystko po swojemu. Nie wiedziałam, czy to będzie dobre, czy się spodoba.

Czy trzeba wyjechać za granicę, żeby być docenionym w Polsce?
Nie wiem, jest mnóstwo ludzi, którzy nie wyjeżdżają z Polski i są bardzo doceniani. To jest bardzo indywidualna sprawa, życie układa się w dziwny sposób i nie zawsze mamy na to wpływ.

Czy chciałaby Pani otrzymać Fryderyka za rok? Czy takie nagrody są ważne?
Na pewno jest to ważne dla ludzi, którzy zajmują się muzyką klasyczną i jazzem. To niezwykle pomaga, większość tych ludzi nie zarabia wielkich pieniędzy i wtedy jest dylemat, czy zajmować się jazzem profesjonalnie i próbować z tego żyć, czy może zdobyć inne wykształcenie i zajmować się
jazzem jako hobby. Znam ludzi fantastycznych, którzy mają problemy z utrzymaniem się - ale są rzeczy ważniejsze niż to, czy się ma samochód i się jeździ na drogie wakacje. Bogactwo duszy jest ważniejsze.

W którym momencie pojawiła się inspiracja jazzem?
Kiedy mieszkałam w Paryżu, miałam koleżankę Małgosię, która uwielbiała muzykę jazzową, słuchała Louisa Armstronga i Elli Fitzgerald. „Zaraziłam” się nimi. Potem przez dłuższy czas nie mogłam słuchać innych wokalistek jazzowych. Była też fascynacja Chetem Bakerem - więc ta miłość do jazzu się pojawiła w Paryżu, wiele lat temu.

Czy chciałaby Pani wziąć udział w przedsięwzięciu symfonicznym?
Bardzo. Mam mnóstwo marzeń i mam nadzieję, że część z nich uda mi się zrealizować. Udało mi się dotrzeć do Basi Trzetrzelewskiej, z którą zaśpiewałam jedną piosenkę na mojej płycie.

Czy to było trudne?
Tak. Znalezienie w sobie odwagi, żeby sformułować swoje marzenie, że chcę zaśpiewać z Basią Trzetrzelewską... Już samo to mi zabrało miesiąc, żeby napisać do Basi, a właściwie do jej managerki maila z prośbą. Na szczęście, odpowiedź przyszła szybko i była pozytywna.